Copyright © PBIRC 2004-2005

Konsonans - log

DabrozMG:* * *
Drobne czasteczki wody w ilosciach przekraczajacych ich mozliwosci szacowania przemieszczaly sie horyzontalnie w dol.
Deszcz.
Spojrzeliscie po sobie.
Chociaz widok ten nie spowodowal najmniejszego nawet powiazania neuronow pamieciowych, to czesc odpowiedzialna za kojarzenie zakwalifikowala was w tym samym gatunku.
Zyli.
Wczesniej nie byli tego tacy pewni.
Wokolo bylo tak pusto, jak tylko rownania sa w stanie przyblizyc sie do zera. Ale nie byla to pustka stala.
Swiat materializowal sie, bolesnie wpijajac sie we wszystkie wasze zmysly.
Proste fraktale czasteczkowe ewoluowaly gwaltownie w wyzsze formy skupienia materii.
Po pewnym czasie, ktory rowniez dopiero zaczynal plynac, swiat wygladal bardzo znajomo.
Ziemia? Symulacja? Miedzywymiarowy uklad rownan?
Znajdowali sie wewnatrz pomieszczenia.
Sciany byly szarawe, pokoj pachnial czyms, co budzilo niepokoj.
Swiatlo docieralo w ilosciach znormowanych, sensory temperatury w skorze wskazywaly warunki sprzyjajace zyciu.
Cisza zaczela dreczyc nieznosnie osrodki mowy i sluchu...
Nadal po sobie patrzycie. Nie macie pojecia, gdzie mozna wpisac lokalizacje tego miejsca.
Pierwszy:Rozgladam sie tepo...
Wiode wzrokiem po scianach, zatrzymuje go na swoich towarzyszach.
Piaty:Patrze na pozostalych
Drugi:Ogarniam wzrokiem pomieszczenie.
Trzeci:Patrze w sufit.
DabrozMG:Ubrani jestescie w "Standardowy kroj XXIII wieku, firmy Vintage Models". Jestescie przerazeni dokladnoscia tej informacji.
Pierwszy:Probuje zarejestrowac pierwsze bodzce akustyczne.
DabrozMG:Na zewnatrz zamknietego obszaru slychac ciagly, cichy dzwiek drobnych cial uderzajacych o powierzchnie ziemi. Deszcz.
Wasze niezdarne ruchy odbijaja sie echem po pomieszczeniu.
Pierwszy:- Deszcz... - mowie cicho, ale nie szeptem.
DabrozMG:Musi byc ono bardzo duze.
Mowa.
Kojarzycie te dzwieki.
Jestescie w stanie dokonac rozbiorow leksykalnych.
Drugi:- S?owa...
DabrozMG:Pierwsze glosniejsze dzwieki sprawiaja bol.
Slowa... slowa...
Pierwszy:Spogladam na swoj stroj. Sprawdzam zawartosc... kieszeni?
DabrozMG:Dzwieki odbijaja sie echem.
"Vintage Models wyposaza swoje stoje w kieszenie najmodniejszego kroju, bardzo pojemne i praktyczne!"
Mily, cieply, damski glos.
Piaty:Siadam na ziemi i probuje zebrac mysli
DabrozMG:Obraz przekazywany za pomoca swiatlowodu.
Kojarzycie...
V-Trans.
Trzeci:Moje dolne konczyny. Nogi. Sa w pelni sprawne? Obracam sie w miejscu.
DabrozMG:Transmisja obrazu i dzwieku.
Drugi:Podchodze do sciany i przesuwam po niej reka...
DabrozMG:Widzieliscie to jako przekaz reklamowy.
Pierwszy:Poruszam palcami, ustalam zakres zdolnosci manualnych.
DabrozMG:Pierwsze ruchy sa nieprzyjemne.
Jestescie sprawni, ale dosyc powoli nawykacie do ruchu.
Trzeci:Delikatnie stapam po ziemi. I z nogi na noge.
Z tej pierwszej na te druga. Na pewno sa rownej dlugosci?
Pierwszy:Uwazniej przygladam sie swoim towarzyszom. Ich twarzom. Ich sylwetkom.
DabrozMG:Warunki panujace w tym pomieszczeniu umozliwiaja swobodne przemieszczanie w plaszczyznie poziomej.
Jeden z was zauwaza, ze ma sprawne dlonie, duzo sprawniejsze niz reszta organow motorycznych.
Sciana jest chropowata.
Dotykanie jej sprawia jednak, ze uruchamia sie kolejny szereg skojarzeniowy.
Wasze zmysly przypominaja sobie rzeczywistosc.
Pierwszy:Przeszukuje pamiec w poszukiwaniu jakichs dyrektyw... celow... zadan. Usiluje w ogole ustalic, co wiem i co pamietam.
Ciagle stoje posrodku pomieszczenia, w tym samym miejscu.
DabrozMG:Dlugie, prawie nieskonczone ciagi slow ukladaja sie w umyslach, szeregi slow chca zostac uzewnetrznione!
Piaty:Patrze przed siebie
Czwarty:Powoli rozgladam sie po pomieszczeniu.
Drugi:Obchodze cale pomieszczenie.
DabrozMG:Czujecie koniecznosc uzewnetrznienia swoich mysli.
Pierwszy:- Gdzie jestesmy? - pytam glucho.
DabrozMG:Jest ona silniejsza nawet niz lek przed samym soba i rzeczywistoscia.
Pierwszy:Nie kieruje pytania do nikogo w szczegolnosci.
Piaty:- Kim jestescie?
Drugi:- Co tu robimy? - pytam jakby sciany
Czwarty:- Ja zyje?
Trzeci:Nogi sa rowne. Dwoma palcami chwytam substancje powlekajaca gorna czesc lewej konczyny. Dlon. Skora. Czy wszystkie neurony sa w pelni sprawne?
Pierwszy:Ruszam zdecydowanym krokiem wzdluz pomieszczenia oddalajac sie od pozostalych. Szukam okien, drzwi badz innych otworow w jednolitej powierzchni scian.
DabrozMG:Pomieszczenie jest na tyle duze, ze nie jestescie w stanie objac go wzrokiem. Znajdujecie sie jednak w jego rogu, jak wskazuja wszystkie znane wam fakty.
Czwarty:Czy sciany sa twarde?
Piaty:Obserwuje poczynania pozostalych
DabrozMG:Pomieszczenie nie posiada zadnych zmian w fakturze powierzchni bocznych.
Pierwszy:Odleglosc pomiedzy mna z pozostalymi wzrasta z kazda sekunda. Ide wzdluz sciany. Szukam wyjscia.
Czwarty:Ide za tym, ktory sie oddala, moze on ma jakies pomysl....
DabrozMG:Grupa zaczela sie przemieszczac.
Chociaz wszyscy zdaja sie byc sobie podobni, to jeden z nich musi pelnic funkcje szczegolna.
Trzeci:Powoli dochodza do mnie informacje o wszelkich ograniczeniach. To jest ograniczenie. Powloka, tkanka, szkielet. Nerwy. Odwracam sie w strone grupy. Ide.
DabrozMG:Dotarli w punkt srodkowy pomieszczenia.
Ich umysly byly na tyle sprawne, na ile pozwalala zgromadzona w nich pustka.
Piaty:Siedze i patrze na oddalajaca sie grupe
Pierwszy:Rozgladam sie dookola. Spogladam pytajaco na pozostalych. Po raz pierwszy patrze na nich jak na podmioty, nie jak na obiekty.
Czuje potrzebe spojrzenia w... lustro? Tak, lustro.
Czwarty:- Co tu robicie... robimy ?!?
Drugi:- Istniejemy...?
Pierwszy:Spogladam na postac siedzaca w pozycji startowej, ktora jako jedyna nie poszla za nami.
Przychodzi mi do glowy pomysl i postanawiam sprawdzic charakterystyke dziwekowa pomieszczenia.
- Hej!!!
Piaty:Ignoruje dzwiek slow dobiegajacy do mych uszu
DabrozMG:Sila dzwieku na zewnatrz pomieszczenia wzrasta - deszcz musi sie nasilac.
Hej... hej... hej...
Dzwiek odbija sie, ale w srodku pomieszczenia jest dosyc slaby.
Pierwszy:Spogladam ponownie na pozostalych.
DabrozMG:Syk.
Cos wydaje dzwiek, jaki zarejestrowali kiedys jako syk.
Pierwszy:- Powinnismy znalezc wyjs...
Usiluje zlokalizowac zrodlo dzwieku.
Czwarty:Skad nadchodzi ten... syk?
Piaty:Patrze na swoje dlonie. Zaczynam sie nimi bawic. Poruszam palcami, napinam miesnie
Pierwszy:"Skads go pamietam".
DabrozMG:Nowy dzwiek bawi wasze znudzone monotnonia deszczu neurony sluchowe.
Staje sie coraz glosniejszy, dobiega w miejsca ponizej tego, w ktorym jestescie.
Podloga zaczyna drzec.
Pierwszy:Spogladam na posadzke pod swoimi stopami.
Trzeci:Podnosze dlonie i rozkladam wyprostowane palce. Spogladam na ich zakonczenie. Zrogowaciala tkanka! " lekko wypukle plytki rogowe na powierzchni grzbietowej koncow palcow u czlowieka". Wiec i ja mam paznokcie!
DabrozMG:Ludzie...
Kim sa ludzie?
Dzwiek staje sie coraz glosniejszy.
Pierwszy:Siadam na ziemi.
DabrozMG:Instynktownie odsuwacie sie od punktu najbardziej centralnego.
Piaty:Opuszczam dlonie na posadzke, dchylam glowe, zamykam oczy...
Pierwszy:Kilka metrow od punktu centralnego siadam na ziemi.
DabrozMG:Doplyw swiatla do sensorow wzrokowych zostal odciety.
Glosny syk, potem dzwiek pary wydobywajacej sie pod wysokim cisnieniem.
Ludzkosc?
Wasze oczy ponownie rejestruja otoczenie.
Pierwszy:Wstaje. Ten dzwiek zle mi sie kojarzy. Oparzenie?
DabrozMG:Wydarzenie to nie wplynelo w zaden sposob na grupe postaci.
Na srodku pomieszczenia pojawilo sie jednak cos.
Cos... cos innego...
Cos?
Nie... to tez czlowiek
Roznice.
On jest inny.
Czwarty:Zagrozenie?
DabrozMG:Roznice miedzy ludzmi sa podstawa czlowieczenstwa.
Ale jednoczenie wszyscy ludzie sa podobni.
Pierwszy:Oceniam jego zamiary.
DabrozMG:Czujecie chec wykorzystania nowej sytuacji.
Czujecie, ze nie jestescie tu przypadkowo.
- Jestem.
Glos nie odbija sie.
To slowa postaci, ktora pojawila sie przed chwila.
Czwarty:- Kim i po co...?
DabrozMG:Pomieszczenie zanika.
Pierwszy:Spogladam w strone tego z nas, ktory pozostal w pozycji startowej. Nadal tam siedzi?
DabrozMG:Znalezli sie w miejscu, ktorego nie da sie opisac zadnym wzorem, a nawet abstrakcja.
Pierwszy:Kataloguje nowy zestaw bodzcow zmyslowych.
DabrozMG:Mimo to, nadal zachowali swoje cechy fizyczne.
Nowa rzeczywistosc wpisana w stary uklad wspolrzednych. Tak, to bylo to.
Czujecie sie... szczesliwi.
Pierwszy:Na mojej twarzy zagoscil usmiech.
DabrozMG:Nie potraficie ustalic cech waszego otoczenia, ale nie przeszkadza wam to.
Czujecie blogosc, ktora nie jest mozliwa do wyrazenie w swiecie zwiazanym fizyka.
Pierwszy:Przynajmniej, tak mi sie wydaje, ze miesnie twarzy rozciagnal mi usmiech.
Piaty:Pograzam sie we wlasnych myslach
DabrozMG:- A wy?
Slowa brzmia znajomo, glos ma ton usypiajacy.
Pierwszy:- Tozsamosc... - z trudem dobieram slowa. - Nadal pozostaje niewiadoma w tym ukladzie.
Czwarty:- My? Ja? Nie wiem. Jestem szczesliwy.
Piaty:Ciagi neonowych napisow mkna po neuralnych sciezkach z predkoscia...
"Czego?"
DabrozMG:Swiatlo!
Wiecie juz, co sprawia, ze ten swiat istnieje.
To swiatlo.
Piaty:"Odpowiedz"
DabrozMG:Swiatlo, nieskonczone fale swiatla, zalewajace umysly z pominieciem receptorow zmyslow.
Czwarty:- Skad pochodzi swiatlo?
Pierwszy:- Piec niewiadomych... Ile rownan?
DabrozMG:- Swiatlo? Zrodlem swiatla jest dusza. A zrodlem duszy sa ludzie.
Dusza?
Trzeci:"Promieniowanie optyczne, promieniowanie elektromagnetyczne o fali dlugosci 380–760 nm, wykrywane przez oko ludzkie."
DabrozMG:Zadne rownanie nie przychodzi wam do glowy.
Pierwszy:A potrzeba przynajmniej pieciu...
DabrozMG:To dziwne, ale nie czujecie potrzeby dowiedzenia sie zrodla. Zrodla... was.
Piaty:"Bo dusz nie istnieje"
Pierwszy:- Kim jestes? - pytam wiec Glos.
DabrozMG:Chcecie jedynie... zostac... na zawsze... w swietle.
- Ja? Nikim istotnym. - odpowiada wam postac
Pierwszy:- Po co tu jestes?
Trzeci:"Istotnym = prawdziwym?"
Czwarty:- Po co tu jestem...? - pytam jak echo.
DabrozMG:- Bo tego chcieliscie.
Slowa brzmia jednak dziwnie.
Trzeci:"Prawdziwym?"
Drugi:- Chcielismy?
Pierwszy:- Chcielismy? - powtarzam jak echo.
DabrozMG:- Czy czujecie sie ludzmi?
Drugi:- A czy nimi jestesmy?
Piaty:"Jestem czlowiekiem, ale kim sa ludzie?"
Drugi:- Wszystko zalezy od ukladu odniesienia...
DabrozMG:- Wiec chociaz, nimi badzcie.
Ciemnosc. Nic. Nicosc.
* * *
Slonce, wysoko w gorze, oswietlalo park.
Byl srodek lata, drzewa mienily sie w cieplych tonach swiatla i cienia.
Dzieci radosnie biegaly we wszystkie strony, mlodzi ludzie przechodzili spokojnie alejkami.
W altance siedziala natomiast spora grupa ludzi.
Byli odziani w codzienne, ale bardzo estetyczne i gustowne ubrania i z ich rozmow mozna bylo wnioskowac, ze dobrze sie bawia.
Prawie nie pamietali tego, co wydarzylo sie im calkiem niedawno.
Z tego co bylo jeszcze wczesniej, nie pamietali nic.
- To bylo takie zabawne, prawda, doktorze? - radosnie rzucila jedna z siedzacych na altankowej lawce kobiet
Starsza postac odpowiedziala tylko poblazliwym usmiechem.
Siedzaca do tej pory grupa pieciu, cichszych od reszty postaci postanowila zywiej wlaczyc sie w rozmowe.
- Te wyniki byly nadzwyczaj pomyslne, czyz nie?
Zapytal siedzacego najblizej reszty doktor.
Drugi:- Slucham?
DabrozMG:- Mowie o tych testach... Kwarterpolaryzacja czterowymiarowa zakonczona pozytywnie, prawda?
Doktor mial cieply ton glosu.
Drugi:- Tak... chyba tak - odpowiadam troche nieprzytomnie.
DabrozMG:Pamiec: nazwisko doktora brzmi Icarus.
Piaty:- Nie spieszylbym sie tak z ocena
Czwarty:- Tak, obiecujace, chociaz nie do konca przewidywalne.
Pierwszy:Milcze.
DabrozMG:- Alez nie potrzebna ta nutka pesymizmu. - doktor stara sie przekonac tonem glosu
Trzeci:- Uhm... - rzucam, przerzucajac kolejna strone komiksu.
Piaty:- Nadmiar optymizmu tez nie jest wskazany
Pierwszy:Spogladam na okladke komiksu odczytujac tytul.
DabrozMG:Tytul komiksu zapisany jest w nieznanych jednemu z was znakach.
- To co, przychodzicie jutro na bankiet? - pyta was Eivie, zona doktora
Piaty:Przeszukuje kieszenie mojego ubrania
Pierwszy:- A ustalono juz godzine? - pytam ostroznie.
DabrozMG:- Oczywiscie! - kobieta rozesmiala sie
- Jutro o dziewietnastej, w sali glownej Instytutu Korelacji Naukowych
Drugi:- Mysle, ze bedziemy.
Pierwszy:Czy mi sie wydaje, czy moj glos brzmi tu troche inaczej niz... Niz gdzie?
Trzeci:- Bede, pewnie - mowie, odkladajac komiks kolana i usmiechajac w strone Eivie.
DabrozMG:Jeden z uczestnikow spotkania zachowuje sie jednak inaczej niz pozostali.
Czwarty:- Czuje sie nieco dziwnie i chyba mam luki w pamieci, czy to normalne doktorze Icarus?
Pierwszy:Unosze brwi. Spogladam z zakamuflowanym uznaniem pomieszanym z zaskoczeniem na tego, kto zadal pytanie.
DabrozMG:Podobnie jak wszyscy tu zgromadzeni, jest fizykiem i pracuje w jednym z instytutow DHQ.
Pierwszy:Potem przenosze wzrok na Icarusa.
Piaty:Patrze uwaznie na doktora
DabrozMG:- Zmeczenie, duzo pracy... to normalne.
Doktor odpowiada smutno, nieco smietnie.
Tak, jakby nawiedzilo go wspomnienie.
Pierwszy:- Co pan sadzi o eksperymencie? - pytam od niechcenia doktora.
Jednoczesnie zerkam ukradkiem na fizyka.
DabrozMG:- Ech, na razie nazwalbym to raczej testami... ale moze to znacznie poszerzyc nasze mozliwosci badawcze, jestem pelny optymizmu.
Piaty:- Wiec jednak to dopiero testy - rzucam zgryzliwie
Czwarty:- Zastanawiam sie na ile jest to... niebezpieczne to chyba dobre s?owo.
DabrozMG:Postac, ktora sprawiala wrazenie innosci zajela sie rozmowa z jakas kobieta obok.
Wyglada calkiem normalnie i, podobnie jak reszta, radosnie.
Piaty:- Badacza powinien cechowac daleko posuniety sceptycyzm
Trzeci:- Ile ludzi zagosci jutro na zabawie? - pytam, ponownie siegajac po komiks. - Wariaci ze "Swiata Nauki", "Ekspresu Codziennego"?
DabrozMG:- No tak, testy. - doktor wzdycha
- Ale to... - doktor zaczyna, ale nie konczy wypowiedzi.
- Potem pomowisz o tych dziwnych spaczeniach, kochanie... - Eivie przerywa mu zdecydowanie, ale lagodnym i pelnym ciepla tonem.
- Mamy juz dwie setki, wpiszcie sie na liste. - mowi z prawie euforia
Piaty:- No ladnie...-mrucze
DabrozMG:Podaje pierwszemu z was kartke i dlugopis.
Ostatnie nazwisko, o numerze 205, a pierwsze na aktualnej stronie listy brzmi jakos znajomo.
Sivvy:Pisze nieco zbyt du?ymi literami. Sivvy Ydgin
Trzeci:- Swietnie! - chwytam kartke reka, w ktorej trzymam komiks. Ksiazeczka upada, grawitacja wygrala. Usmiecham sie do kobiety.
DabrozMG:Kobieta podnosi ksiazke z ziemi, podaje z usmiechem.
Na kartce, na ktorej sa juz dwa nazwiska, widnieje tez Lothar Athagar.
Lothar zajety jest flirtem ze swoja towarzyszka.
- Wpisujcie sie! - zacheca Eivie
Drugi:Biore dosc apatycznie kartke i dlugopis
Trzeci:Odbieram ja i rowniez nie kryje usmiechu. "Jon Krk" - notuje i podaje kartke osobie siedzacej kolo mnie.
Drugi:Wpisuje drukowanymi literami Arthur Shivnen i podaje kartke dalej
Pierwszy:Siegam po kartke jako nastepny w kolejnosci. Pisze starannie: Gordy Ketterly.
Gordy:Oddaje ja ostatniemu z naszej piatki.
DabrozMG:- Lotharze, naprawiles moze w koncu inicjator czasteczkowy? - doktor pyta Lothara powoli, wkladajac w to duzo emocji, jak gdyby mowil do dziecka.
Wszyscy wybuchaja smiechem, poza adresatem wypowiedzi.
Gordy:"Czy rowniez powinienno mnie to bawic?"
DabrozMG:Nie odpowiada on nic, patrzy tylko z nienawiscia na swoja towarzyszke, ktora rowniez zaczela sie smiac.
Wam rowniez te pytanie przypomina o czyms zabawnym.
Po chwili kobieta pod wplywem wzroku zmienia smiech na lek, a wszyscy pozostali wracaja do swoich poprzednich rozmow.
Sivvy:Usmiecham sie.
DabrozMG:Niebo ciemnieje.
Zbliza sie wieczor.
Piaty:Przestudiowawszy liste nazwisk oddaje ja niezapisujac ani slowa.
Gordy:Spogladam na niego z lekkim zaskoczenia, po czym przekazuje kartke z powrotem.
DabrozMG:Udajecie sie do hotelu przy instytucie, gdzie macie wynajete pokoje.
Gordy:[Na piechote?
DabrozMG:Icarus idzie z zona przytulona do jego boku, reszta tez zmierza w strone swoich pokoi.
Hotel jest duzym budynkiem, nie tak duzym jednak jak Instytut.
Znajduje sie kilka minut drogi od parku.
Gordy:- Musimy porozmawiac - rzucam do pozostalych tak, by doktor ani jego zona tego nie slyszeli.
Jon_Krk:- O czym?
ShivnenA:- Co ty nie powiesz - rzucam ironicznie.
Sivvy:Zwalniam krok.
Jon_Krk:- Nie pozycze Ci komiksu, jeszcze go nie skonczylem.
DabrozMG:Czujecie sie bardzo dziwnie.
Gordy:- Jesli rozumiesz, co tam jest napisane, to mam chyba problem - cedze powoli do Jona.
DabrozMG:Sytuacje, rozmowy, ludzie, ktorych widzieliscie sa dobrze zapisani w przekaznikach nerowych, ale nie potraficie tego wszystkiego wplesc w szereg przyczynowo-skutkowy.
Gordy:Zatrzymalem sie w ustronnym miejscu w korytarzu, majac nadzieje, ze pozostala czworka zrobi to samo.
ShivnenA:Przystaje z krzywym usmiechem na twarzy.
Jon_Krk:- No dobra, dobra, pogadajmy. - usmiecham sie do Gordy'ego.
Gordy:- Nie wiem, co tu jest grane i mam dziwne wrazenie, ze nie jestem osamotniony - spogladam na nich z uwaga.
Sivvy:- Ja wogole nie wiem gdzie jestem i chyba nie do konca kim. Boje sie, czy nie za bardzo Wam ufam, ale nie mam komu. Tez tam... tam byliscie, prawda?
Gordy:- Nie pamietam gdzie, ale... tak - kiwam ponuro glowa.
DabrozMG:Rozmawiajac, przeniesliscie sie do pokoju jednego z was, aby miec cisze i gwarancje nieprzechwycenia rozmowy.
Gordy:Zamykam starannie drzwi, rozgladam sie po pokoju.
Jon_Krk:- Bla, bla, bla. - rzucam sie na lozko.
ShivnenA:- Wiecie, ze byliscie gdzies, ale nie wiecie gdzie? - pytam z usmiechem
DabrozMG:Standardowy wystroj hotelowy klasy A3.
Gordy:- Nie do konca. Nie wiem nawet, CZY bylem - odpowiadam spokojnie.
DabrozMG:Wiecznie nie dzialajace VoIP, meble stylizowane na pol wieku starsze niz sa, duzo przestrzeni.
ShivnenA:- No tak. To tylko... przypuszczenie, jezeli moge sie tak wyrazic?
Gordy:- Wiec albo powiecie mi, ze macie ten sam problem, co ja, albo natychmiast jade do szpitala.
Sivvy:- I co to do diabla jest "standardowy wystroj hotelowy klasy A3" ?
Gordy:Spogladam bystro na Sivvyego, ale nic nie mowie.
ShivnenA:- Mam wrazenie, ze wszyscy mamy ten sam problem, ale zadnemu nie usmiecha sie pobyt w szpitalu
DabrozMG:Za oknem noc.
Gordy:Siadam na lozku.
Spogladam na tego z nas, ktory jako jedyny nie wpisal swojego nazwiska.
ShivnenA:- Zagubienie, brak wspomnien, luki w pamieci... Czy dobrze opisalem nasz stan? - patrze na Sivvy'ego
Gordy:- Do glowy nie przyszedl ci zaden "Gordy", czy miales inny powod? - pytam anonimowego towarzysza.
Cholera, przeciez wszyscy sa anonimowi.
DabrozMG:Nazwa?
Nazwa to produkt wtorny.
Sivvy:Tak. Do tego wiedza. informacje... jakby z zewnatrz. Bez wspomnien, zwiazku i sensu.
Piaty:- Slucham?
Jon_Krk:Odpalam terminal dostepowy, kanal informacyjny.
Gordy:- Sluchasz.
Jon_Krk:"Co tam w polityce?"
Gordy:- Czemu nie wpisales nic na kartke?
DabrozMG:Terminal wyswietla Informator #9174925.
Powstanie ludowe w Xaaethaou.
Gordy:- Xaaethaou...
Piaty:- A powinienem? Mam przeciez wolny wybor - usmiecham sie
DabrozMG:Skoki ECU na rynkach zachodnich, przebicia siegaja 14%.
Gordy:- Zdefiniuj wolnosc. W sytuacji, w ktorej sie znalezlismy, to pojecie jest chyba bez znaczenia.
ShivnenA:- Panowie - podnosze troche glos.
Piaty:- Kazdy sam musi zdefiniowac granice wolnosci... z definicji - nadal sie usmiecham
Sivvy:- Filozofia.
ShivnenA:- Mysle, ze nie filozofii, a faktow nam potrzeba
Gordy:- Jak mam sie do ciebie zwracac? - pytam "piatego".
Piaty:- Nieszczegolnie. W moim przypadku brakuje zamilowania
- A jak chcesz?
DabrozMG:Sieci krystaliczne, jakimi opleciona jest powloka nad NYII, zapalaja sie niebieskimi punkcikami.
Gordy:Macham reka. Siegam po komiks Jona i szybko go przekartkowuje.
DabrozMG:Teraz miasto stanowi sfere zamknieta.
Jon_Krk:- Nudy... - mowie, przewracajac oczami. - Kultura! - rzucam komende i wpatruje sie w terminal.
DabrozMG:Ciemnosc zmienia sie w ciemnosc wypelniana niewidocznym, ale odbieralnym przez inne zmysly swiatlem.
Terminal chwile skanuje Siec.
Sivvy:Podchodze do terminala i spogladam zza ramienia Jona
DabrozMG:Rampagers wchodzi do studia, aby nagrac nowy singiel.
Kolejny romans Lith Eversone.
Jon_Krk:- Rampagers! Slyszeliscie ich poprzednia plyte?
Gordy:Staram sie odczytac poszczegolne slowa z komiksu. Rozumiem je czy nie?
DabrozMG:W Teatrze Moskiewskim wystawiono .
Piaty:Wymuje z kieszeni paczke mietowej gumy. Wysypuje z niej dwie pastylki
Sivvy:[Czyli terminal czytac umiem?
Jon_Krk:- O, masz gumy?
Piaty:Rzucam sie na lozko i powoli przezuwam
- Ano, mam - rzucam zakladajac rece pod glowe
DabrozMG:Przez chwile, ulamek sekundy ruch na synapsach zamiera, tak jakby w poblizu pojawilo sie chwilowe ognisko zaburzajace prace neuronow.
Sivvy:Sprawdzam kieszenie.
DabrozMG:Jeszcze przez kilka sekund po tym czujecie paraliz, potem wszystko wraca do normy.
Jon_Krk:- "Swiata ujecie okiem znad niego"... wreszcie to wystawili, jestem pod wrazeniem.
Sivvy:- Tu tez nie jest normalnie. To chyba dalszy ciag tam. Moze tam bylo przejsciem tu. - mowie jakby do siebie.
DabrozMG:Komiks, ktory Gordy pozyczyl, jest dla niego nieczytelny.
Gordy:Rzucam ze zloscia komiksem w kat. Opor powietrza zatrzymuje go w polowie drogi. Komiks upada na kraniec lozka i zsuwa sie na wykladzine.
Jon_Krk:- Muzyka! - mowie, wpatrujac sie w terminal.
Gordy:Wstaje i bez slowa wychodze z pokoju.
Piaty:Wpatruje sie w sufit, czerpiacc przyjemnosc z nicnierobienia
Jon_Krk:- Hola!
ShivnenA:Podchodze do okna i zaczynam wpatrywac sie w przestrzen.
DabrozMG:Terminal chwile skanuje Siec...
Rampagers: czy nowa plyta bedzie lepsza?
Jon_Krk:- Pewnie, ze tak. Z plyty na plyte sa coraz lepsi. - Wychodze z pokoju, podnoszac komiks.
Sivvy:- Ide sie przejsc.
Wstaje i wychodze na dwor, spaceruje wokol hotelu.
Piaty:"Lepsi od czego?"
Jon_Krk:Na korytarzu szukam wzrokiem obecnosci Gordy'ego.
Piaty:Ziewam przerazliwie
DabrozMG:Powietrze na zewnatrz jest bardzo przyjemne.
Piaty:Zamykam oczy i pograzam sie w polsnie
DabrozMG:Piaty zasypia. Do konca zycia bedzie zalowal tego, co mu sie zaraz przysni.
ShivnenA:Odwracam sie od okna i wychodze cicho z pokoju. Szukam Gordy'ego.
DabrozMG:* * *
Gordy:Udaje sie w kierunku drzwi, za ktorymi zniknal dr Icarus.
Pukam.
DabrozMG:Dogania cie Jon.
Gordy:Nie zwracam uwagi na Jona.
Pukam ponownie.
DabrozMG:Gordy puka, ale nie dostaje odpowiedzi.
Jon_Krk:- Gordy? - rzucam, marszczac brwi.
Gordy:Pukam glosniej. Moze nawet za glosno.
- Tak? - nadal wpatruje sie w drzwi, czekajac na odpowiedz.
DabrozMG:Nadal bez odpowiedzi.
Gordy:Naciskam klamke.
Jon_Krk:- Co ci jest?
Gordy:- Nie wiem - odpowiadam po prostu.
- Zgrywasz sie? - spogladam na niego ze zmeczeniem.
DabrozMG:Drzwi ustepuja.
Gordy:- Doktorze... - wolam polglosem. Juz nie zwracam uwagi na Jona.
DabrozMG:Brak odpowiedzi.
Czujecie niepokoj.
Gordy:Zapalam swiatlo, jesli bylo zgaszone.
- Doktorze...
DabrozMG:~08
Wlaczasz swiatlo.
Jon_Krk:Ide za Gordy'm.
Gordy:Wchodze do pokoju.
Rozgladam sie.
DabrozMG:Przedsionek wyglada zupelnie normalnie.
Gordy:- Doktorze... - ruszam w glab apartamentu.
Jon_Krk:- Halo?
DabrozMG:Brak odpowiedzi.
Trzask.
Drzwi zamknely sie za wami.
Jon_Krk:- Przeciag?
DabrozMG:Wiecie, ze mozna je otworzyc zarowno od wewnatrz, jak i od zewnatrz jedynie za pomoca karty magnetycznokodowej.
Gordy:- Doktorze... - ide przez apartament. Nie ogladam sie na drzwi.
DabrozMG:To, ze weszliscie do tego pokoju bylo czyms nienormalnym.
Idziesz dalej.
Na podlodze lezy doktor.
Gordy:- Doktorze...?
Jon_Krk:Podbiegam do ciala.
DabrozMG:W zasadzie, lezy on w calym pokoju.
Gordy:- O kurwa.
DabrozMG:Jest porozszarpywany na malutkie kawaleczki.
Caly pokoj ocieka krwia.
Jon_Krk:- Wow.
DabrozMG:Jestescie tym zaintrygowani, przerazeni i chcecie, bardzo chcecie dowiedziec sie wiecej.
Gordy:Wygladam na wstrzasnietego, ale opanowanego.
- I co ty na to...? - rzucam do Jona.
Jon_Krk:- Widzialem cos takiego w kinie.
Gordy:Podchodze do telekomu.
Wybieram numer recepcji.
Jon_Krk:- Nie!
-
- Zaczekaj!
Gordy:- Spadaj... - mrucze.
DabrozMG:Urzadzenie nie dziala.
Gordy:Ze zloscia chwytam telekom, wyszarpuje go ze statywu i roztrzaskuje o sciane.
Jon_Krk:- Gdzie jest Eivie? - mrucze. - Eivie? - wolam, glosniej.
DabrozMG:Brak odpowiedzi.
Gordy:W pokoju powinien byc alarm przeciwpozarowy. Rozgladam sie po scianach.
Jon_Krk:- Cholera.
Ide do lazienki.
DabrozMG:Jon idzie do lazienki.
W srodku widok wcale nie lepszy niz w pokoju.
Naga Eivie lezy na srodku, z przestrzelona glowa.
Gordy:Spogladam ze wstretem przez uchylone drzwi do lazienki, ale nadal szukam alarmu.
Przy okazji rozgladam sie tez za czyms, co mogloby posluzyc za prowizoryczna bron.
Jon_Krk:- Kurwa mac!
Gordy:- O! Wiec jednak cos cie dziwi? - pytam z przekasem.
Jon_Krk:Opieram sie o czysta sciane, gdy robi mi sie duszno. Poluzowuje krawat.
DabrozMG:Nie widzisz tu zadnego alarmu, ktory przeciez jest standardem w kazdym budynku.
Jon_Krk:- Kazdego by zdziwilo.
Gordy:Podchodze do okna i wygladam na zewnatrz.
[Czy jest tu balkon?
DabrozMG:Na zewnatrz widac ciemnosc nocy rozswietlona przez niebieskie swiatlo.
Gordy:- Jon...
- Jedno pytanie.
DabrozMG:Okno jest wykonane z substancji swiatloprzekaznikowej, i stanowi czesc sciany.
Gordy:- Czy do momentu wejscia do tego pokoju sadziles, ze wszystko gralo?
Jon_Krk:- Co?
- Nie, oczywiscie, ze nie.
Gordy:- Ulzylo mi - spogladam na niego z wdziecznoscia, ironiczna czy szczera, nigdy sie nie dowie.
Sprawdzam szafki i stol w poszukiwaniu karty do drzwi.
Jon_Krk:- Rzuciles moim nowym komiksem.
DabrozMG:Wiekszosc sprzetow jest powywracana.
Gordy:- Czuje irracjonalny lek, przed jezykami, ktorych nie rozumiem - tym razem mowie z przesadna ironia.
Rozgladam sie po podlodze w poszukiwaniu karty.
DabrozMG:Gordy znajduje w lazience kawalek metalowej rury.
Karty, ani zadnych przedmiotow nalezacych do Icarusow nie ma w tym pokoju, albo nie jestescie w stanie ich znalesc.
Gordy:Podnosze rure.
Jon_Krk:- Co to za rura?
Gordy:Odrzucam ja po chwili do kabiny prysznicowej. Upada z loskotem.
- Nie przyda sie.
Rozgladam sie po pokoju. Mysle.
DabrozMG:Trzask.
Drzwi.
Gordy:Spogladam natychmiast w kierunku drzwi, ktorych przeciez stad nie widac.
Jon_Krk:Podbiegam do drzwi.
Gordy:Przenosze wzrok na Jona. Czekam nieruchomo, patrzac w kierunku przejscia do przedsionku.
DabrozMG:Drzwi otwieraja sie powoli.
Gordy:Nie wybiegam za Jonem.
DabrozMG:Wchodzi nimi...
Jon_Krk:Cofam sie.
Gordy:Ale ustawiam sie tak, by widziec drzwi.
DabrozMG:Doktor Icarus.
Gordy:Ogarnia mnie uczucie rezygnacji.
DabrozMG:- Co robisz w moim apartamencie? - pyta zdziwiony
Gordy:Spogladam na szczatki lezace na podlodze.
Jon_Krk:- Yyy... - drapie sie po glowie.
DabrozMG:Szczatki nadal tam sa.
Gordy:- Trzeba wezwac policje.
DabrozMG:- Zeby was zaaresztowala za wlamanie?
Prefesor jest rozezlony.
Gordy:- Nie. Zeby zabrali trupa panskiej zony z lazienki - mowie powoli i jakby z wyrachowaniem.
DabrozMG:- O co chodzi?
Jon_Krk:Schodze doktorowi z drogi.
DabrozMG:Pyta Eivie, ktora wychodzi zza plecow doktora.
Gordy:- O kurwa.
DabrozMG:- Panowie!
- Co to za ordynarny jezyk!
Eivie tez jest zla.
Jon_Krk:Smieje sie nerwowo.
Gordy:- Musimy porozmawiac. Teraz. Zaraz.
DabrozMG:- O czym niby?
Gordy:Pokazuje reka na zdemolowany pokoj.
Kiwam glowa, zachecam ich, by weszli dalej.
DabrozMG:- O co chodzi?! - doktor dopytuje sie
Wchodza do pokoju.
Gordy:Czekam na ich reakcje.
DabrozMG:- Mozecie w koncu wytlumaczyc?
Doktor jest juz bardzo, bardzo zly.
To gniew wobec was.
Wy tez czujecie gniew, czujecie sie nierozumiani.
Jon_Krk:Patrze na szczatki.
DabrozMG:- Ktory raz powtarzam moje pytanie, o co wam do cholery chodzi?! - doktor prawie krzyczy
Gordy:- Co o tym sadzisz? - pytam doktora, przechodzac swobodnie na "ty". Mam na mysli oczywiscie szczatki.
DabrozMG:- Na Swiatlo, o czym?
Gordy:Uczucie rezygnacji zastapil chlodny, nieludzki niemalze spokoj.
Patrza na Jona.
Podnosze zakrwawiony strzep z podlogi i podtykam go Icarusowi pod nos.
- O tym.
DabrozMG:- O twojej dloni? Cos z nia nie tak? - pyta ironicznie doktor
Gordy:Spokoj znika. Zastepuje go niepokoj.
- Jon...?
Jon_Krk:- Hm.
Gordy:- Co trzymam w dloni?
Jon_Krk:"Dlaczego?! Wszystko dotad wspaniale sie ukladalo!"
Gordy:- Co trzymam w dloni?! - podnosze glos.
Jon_Krk:- Strzep doktora albo... jego malzonki. Prosze wybaczyc, doktorze. - mowie, nie okazujac emocji.
DabrozMG:- Czy wy jestescie chorzy na umysle?
Doktor nie jest juz zly, jest zrezygnowany.
Jon_Krk:- Czy my jestesmy chorzy na umysle?
Zapytalem z pelna powaga.
Gordy:Milcze. Zastanawiam sie. "Dwie mozliwosci. Ktora wybrac?"
"Juz wiem".
Zaczynam sie smiac i staram sie, by brzmialo to jak najnaturalniej.
Klepiej doktora po ramieniu.
- Ha! Nabralismy pana!
Jon_Krk:- Ha, ha, ha! - smieje sie w glos.
DabrozMG:- Wiesz, Gordy, twoje poczucie humoru przestalo mnie bawic jeszcze jak byles moim studentem.
Gordy:Powaznieje.
Ale nadal sie usmiecham.
- Prosze wybaczyc, ale... Czuje sie jakos dziwnie po eksperymencie i po tym wszystkim.
Jon_Krk:- Glupawka.
- To jest czasami silniejsze od nas.
Gordy:- Mam slaba glowe - mrugam do doktora.
DabrozMG:- Dzieci...
- Idzcie spac.
Gordy:- Przyszedlem o cos zapytac. Drzwi byly otwarte, w srodku nie bylo nikogo.
- Wtedy pan wrocil i przyszedl mi do glowy ten glupi pomysl. Prosze wybaczyc.
- Doktorze... Zostawilem papiery w Instytucie, a chcialem jeszcze sprawdzic kilka rzeczy. Nie ma pan moze kopii raportow?
DabrozMG:- Wybacze, ale pod warunkiem, ze znikniecie stad zaraz.
- Niech cie licho.
Doktor poszedl do drugiego pokoju.
Gordy:Usmiecham sie przepraszajaco do Eivie.
DabrozMG:Eivie tez sie lekko usmiecha.
Gordy:Zaslaniam kat pokoju z wyrwanym telekomem. Nie powinna go zauwazyc od razu.
Jon_Krk:- Bedziemy sie juz powoli zbierac. Widzimy sie na jutrzejszym bankiecie, jak mniemam?
DabrozMG:Ale cos jest nie tak.
Dzwiek narasta...
Trzask.
Gordy:Odwracam sie w kierunku jego zrodla. Jesli da sie je ustalic.
DabrozMG:Drzwi.
Ktos nimi wchodzi.
Jon_Krk:Odwracam sie.
Gordy:Kropla potu splywa wolno po moim policzku.
Jon_Krk:I cofam...
DabrozMG:Drzwiami wchodzi doktor Icarus.
Ale nie tylko on.
Gordy:Ide do lazienki.
DabrozMG:Razem z nim idzie Lothar.
Rozmawiaja o jakims twierdzeniu.
A przynajmniej tak to wyglada.
Gordy:Przestepuje cialo Eivie, biore z kabiny prysznicowej metalowa rure.
Ide do pokoju, w ktorym zniknal "drugi" doktor Icarus.
DabrozMG:Gordy wychodzi.
Jon_Krk:- Eivie?
DabrozMG:Eivie stoi z przerazonymi oczyma.
Jon_Krk:- Czego sie boisz?
DabrozMG:- To...
Jon_Krk:- Co?
DabrozMG:- Niemozliwe...
Ucieka do drugiego pokoju, Lothar i Icarus biegna za nia.
Jon_Krk:- Wiec widzisz to, co ja!
- Doktorze! - wolam za nimi.
DabrozMG:Brak odpowiedzi.
Jon_Krk:Wbiegam za grupa.
DabrozMG:* * *
Piaty zasypia. Do konca zycia bedzie zalowal tego, co mu sie zaraz przysni.
Zasypiasz...
Nie znajdujesz slow, aby opisac swoj sen.
Smierc...
Smierc jest najwiekszym pragnieniem.
Dokonczeniem czlowieczenstwa.
Ale nie mozesz na nia liczyc.
Jest tylko... tylko... pustka.
Trafiasz do miejsca...
Gdzie nie ma nic.
Poza przestrzenia, i szaroscia scian.
* * *
Sivvy:Wstaje i wychodze na dwor, spaceruje wokol hotelu.
DabrozMG:Wracasz z dworu.
Wchodzisz do hotelu, ale...
Widzisz tylko szarosc pustki.
* * *
ShivnenA:Odwracam sie od okna i wychodze cicho z pokoju. Szukam Gordy'ego.
DabrozMG:Mija kilka minutach bladzenia po koratarzach.
ShivnenA:kilka minut?
DabrozMG:Trafiasz do duzej sali.
Jest urzadzona z wielkim przepychem.
~08.mp3
Na scianach sa bogate tapety, na podglodze perskie dywany.
Przyzwyczajasz wzrok do tego przepychu.
Wtedy wszystko znika.
Widzisz duzy, pusty, szary pokoj. Bardzo. Bardzo. Ogarnia cie przerazenie.
* * *
Pustka...
Cisza...
Przestrzen.
Piaty:"Jesli istnieje przestrzen, istnieje takze wymiar"
DabrozMG:Widzicie tylko siebie nawzajem.
Piaty:Patrze na towarzysza
ShivnenA:Odwzajemniam spojrzenie
Piaty:Podchodze do niego
ShivnenA:- Co tutaj robisz? - pytam cicho.
Piaty:- Najwyrazniej mielismy tutaj umowione spotkanie
ShivnenA:- Tak?
Piaty:- Skoro dano nam szanse porozmawiania...
- Skorzystajmy z niej
ShivnenA:- A wiec dobrze. Ale o czym rozmawiac?
- Tematow jest duzo...
Piaty:- Wybierz jeden
ShivnenA:- A wiec dobrze... Kim jestesmy, skad sie wszyscy znamy? - po chwili wahania dodaje - Czym jestesmy...?
- Wiem tak duzo i tak malo...
- Co za ironia...
Piaty:- A jaka odpowiedz moglaby cie zadowolic?
ShivnenA:- Pelna.
- Mowia ze niewiedza jest blogoslawienstwem. Ale nie dla mnie...
Piaty:- Wiec jej udziel. Ja juz sobie odpowiedzialem.
ShivnenA:- Tak? A jaka jest twoja odpowiedz?
DabrozMG:Wiedza.
Piaty:- Jestem soba.
DabrozMG:Pragniecie jej.
ShivnenA:- A kim jest to twoje "ja"?
Piaty:- A czym jest srubka? Czym jest jej ja?
ShivnenA:- Sruba? Sruba jest narzedziem, tworzywem wiekszej calosci. Mowimy o czlowieku... O tej wiekszej calosci.
- Slucham wiec.
Piaty:- Skoro wedlug ciebie czlowiek sklada sie ze srubek, rozkrec go i sprawdz co ma w srodku
DabrozMG:Pojawia sie nowa postac, znikad.
ShivnenA:- Rozkrecic czlowieka... ale co to... - przerywam
Piaty:- A oto i kolejny poszukujacy byt
Sivvy:- Wrocilem. Ladna noc. Kto wylaczyl swiatlo?
Piaty:- Zeby poznac jego ja
ShivnenA:- Ta teza jest wlasciwa, jezeli zalozymy, ze... mamy do czynienia z czlowiekiem
Piaty:- Przeciez pytasz o czlowieka
- Wiec i takie jest zalozenie
ShivnenA:- Pytam o siebie... I w domysle mysle o sobie jak o czlowieku. Ale czy czlowiek powinien miec takie rozterki?
Sivvy:- ) czym wy mowicie?
- O czym...?
Piaty:- Bladzic jest rzecza ludzka - slogan w sam raz pasujacy do sytuacji
ShivnenA:- O tym, kim naprawde jestesmy.
Piaty:- O bycie czlowieczym
ShivnenA:- Kolega - wskazuje reka - twierdzi ze znalazl swoje ja
Sivvy:- Mysle, wiec jestem?
Piaty:- Ba, moge je nawet wskazac - usmiecham sie i palec wskazujacy przykladam do nosa
Gordy:Rozgladam sie.
ShivnenA:- A oto i trzecia szukajaca dusza - usmiecham sie smutno
Gordy:Po mojej twarzy blaka sie usmiech.
Piaty:- To jestesmy niemal w komplecie
Sivvy:- Czy ktos zna czas i miejsce?
ShivnenA:- Tak...
- Czas nie jest istotny
Sivvy:- Nie jest?
Gordy:Upuszczam metalowa rure na ziemie.
DabrozMG:Echo wybrzmiewa dlugo.
Gordy:- Mialem problem z rzeczywistoscia - spogladam na towarzyszy.
Piaty:Wyciagam z kieszeni paczke papierosow
Gordy:- Zalamala sie struktura ontologiczna.
Sivvy:- To jestes do przodu, ja wciaz go mam.
Jon_Krk:- O co cho... - spogladam przed siebie.
DabrozMG:Pomieszczenie kurczy sie.
Do rozmiarow normalnego pokoju.
Piaty:- Zycie bez przerwy nas zaskakuje
DabrozMG:Wypelnia sie wykladzinami, tapetami, meblami.
Wszystko w dobrym stylu.
Gordy:- Wiem...
DabrozMG:Zaliczylibyscie je gdzie do kolekcji sprzed kilku wiekow.
Gordy:- Eksperyment trwa nadal.
DabrozMG:Sa tu wygodne sofy, na srodku stol i krzesla.
Na stole stoja przekaski i wino.
Piaty:Wsuwam piapierosa w usta i zapalam
Gordy:Podchodze do stolu.
Sivvy:- Nie jestem pewien czy wciaz chce byc tym krolikiem.
Gordy:Wsuwam do ust krakersa z anchois.
Jon_Krk:- W porzadku, juz w porzadku. - siegam po przekaske.
Gordy:- Pychota.
- Wina?
Sivvy:- Jest wino?
Piaty:Znajomy smak tytoniu.
DabrozMG:Doznania smakowe sa bardzo dziwne, ale zdaja sie byc rowniez calkiem znajome.
Gordy:Rozlewam ciemnopurpurowy napoj do polkulistych kieliszkow.
Jon_Krk:- Poprosze.
Sivvy:- To ja poprosze.
DabrozMG:Grupa znow odczuwa ten dziwny stan umyslu, kiedy pobudza sie on do intensywnej pracy po dlugiej przerwie.
Gordy:Rozdaje wypelnione kieliszki.
Sam nie pije.
Piaty:- Wole piwo
DabrozMG:Czy czlowiek zawsze zyje, gdy jego serce bije?
Gordy:Siadam na krzesle, obracam kieliszek w dloni.
Jon_Krk:Biore kieliszek do reki.
DabrozMG:W drugim kacie jest sofa z dwojgiem ludzi.
Gordy:Wylewam jego zawartosc z rozmyslem na podloge. Purpura wina przelewa sie przez powietrze i rozbryzguje na ziemi.
DabrozMG:Kobieta i mezczyzna.
Zdaja sie was nie widziec, zajeci sa soba.
Gordy:Patrze na kaluze. Usmiech nie schodzi z moich ust.
Jon_Krk:- Czy chodzi o to, zeby zachowywac sie normalnie? - rzucam szklem o sciane.
Piaty:Zza zaslony dymu obserwuje Gordy'ego
Gordy:Wstaje.
Zdecydowanym ruchem wywracam stol z cala zawartoscia blatu.
Sivvy:- Puszczaja nerwy?
DabrozMG:Para oddaje sie pieszczotom, czuc od nich radosc, radosc soba, drugim czlowiekiem.
Stanowia uosobienie milosci.
Gordy:Naczynia rozbryzguja sie z hukiem o ziemie.
Piaty:- A kto rzuci krzeslem- pytam rozbawiony
Gordy:Usmiecham sie do Sivvyego.
- Nie. Z nerwami wszystko jest w porzadku.
DabrozMG:To wzbudza w was frustracje.
Czlowiek.
Jon_Krk:Podchodze do pary ludzi.
DabrozMG:Czy sens bycia czlowiekiem znajduje sie w innych ludziach?
Para jest jednak jakos odizolowana od grupy.
Przez jakas sile.
Nie moga sie zblizyc nawzajem, nawet gdyby chcieli.
- Co znaczy byc czlowiekiem?
Gordy:Siadam ponownie na krzesle.
Butem rozsmarowuje kaluze wina po podlodze.
DabrozMG:Pyta doktor Icarus, trzymajacy jakies kartki.
Sivvy:- Moze jestesmy tu obserwatorami?
Gordy:- Nie. Nasza podmiotowosc to iluzja - krece glowa.
Jon_Krk:- Moze "nie jestesmy".
Gordy:- Uklad jest nieliniowy, rownania sa niekonsystentne.
- Zredukowano nas do obiektow.
Sivvy:- Byc czlowiekiem to znaczy myslec, zyc i ... wspoldzialac.
Piaty:- A o jakich rownaniach mowa?
Sivvy:- Czyli jednak kroliki?
Gordy:- Rzeczywistosci.
Piaty:- Czyli?
DabrozMG:- Co znaczy byc czlowiekiem?
Gordy:- Czyli albo oszalalem, albo wdepnelismy w gowno - odpowiadam sucho.
DabrozMG:Pyta Lothar, ktory zniknal z sofy w rogu pokoju.
Jon_Krk:- Zamknij sie. - mowie do doktora/Lothara.
Piaty:- Skoro tak twierdzisz - zerkam na jego buty
Gordy:- Dlaczego wtedy z nami nie poszedles? - pytam "piatego".
DabrozMG:- Zycie nie zawsze oznacza oznaczony uklad rownan.
Mowi jakis glos, ktorego wlasciciela nie widzicie.
Piaty:- Odpowiem tak jak poprzednio - a musialem?
Gordy:- Kto to mowi? - rozgladam sie rozezlony, potem ponownie skupiam wzrok na "piatym".
DabrozMG:Glos jest jednak wszechogarniajacy, tak jakby bral sie znikad, a jednoczesnie z wszystkich punktow.
Jon_Krk:- Bylo dobrze, a teraz wszystko spieprzyliscie. - mowie w strone glosu.
Gordy:- Nie musiales. Czy wybrales biernosc, poniewaz pragnales zachowac status quo?
DabrozMG:- Rownania nie sa nigdy stale.
Piaty:- Wybralem wrodzone lenistwo
Gordy:Kiwam glowa z usmiechem.
DabrozMG:- Sciezki zycia zmieniaja sie, tak jak zmieniaja sie przekazniki wewnatrz waszych umyslow.
Gordy:Wyciagam sie na krzesle, zamykam oczy, wsluchuje w glos.
Piaty:- Jak widac slusznie
- Bo znow jestesmy razem
DabrozMG:- Ale czlowiek to przeciez nie tylko receptory, neurony i prosty system I/O.
Sivvy:- Pytanie brzmi czy tylko?
Gordy:Po mojej twarzy rozlewa sie blogi wyraz.
Sivvy:- Moze rozmnazanie jest odpowiedzia? A moze uczucia? Emocje. Myc czlowiekiem to nie tylko czuc, byc czlowiekiem to odczuwac.
Piaty:Rzucam niedopalek na "ruiny" pmieszczenia
Gordy:- Definicja zycie wedlug Arthursa: Przetwarzanie energii.
DabrozMG:- Czym sa emocje?
Piaty:- Cos jeszcze zniszczymy?
DabrozMG:- Kim jest czlowiek?
Echo odbija sie po pustym pomieszczeniu.
- Nie wiecie?
Gordy:Milcze.
DabrozMG:- Wiec chociaz, badzcie ludzcy.
Ciemnosc.
Sivvy:- Istota potrafiaca przekazywac i przetwarzac infomacje. Zdolna do nauki.
DabrozMG:Mija blizej nieokreslony czas bez jakischkolwiek odbieranych sygnalow.
Pograzacie sie w stanie swiata niefizycznego, ale tym razem nie ma w nim swiatla.
Obawiacie sie.
Obawiacie sie niesmietelnosci.
Tego, ze w bezswietlnej pustce przyjdzie wam spedzic wiecznosc.
Ale zaden uklad nie moze trwac dlugo bez zmian.
* * *
Slyszycie wszedzie wybuchy, co chwile migaja swiatla, jest zimna noc, jestescie w srodku jakiegos lasu, kazdy ma przy sobie bron.
Idziecie szybkim marszem przed siebie.
Piaty:Przeladowuje bron
DabrozMG:Ciagle slychac odglosy wystrzalow.
Gordy:Ogladam swoj karabin.
Sivvy:Umiem przeladowac bron?
DabrozMG:Przeciwnicy wlasnie zdjeli waszego towarzysza, ktorego nie znaliscie z nazwiska.
Jestescie sprawni, czujecie sie swobodnie w tych warunkach.
Piaty:- Zaczynam sie do tego powoli przyzwyczajac - mrucze przypadajac do ziemi
Gordy:Chronie sie za jakims glazem.
- Musisz mi powiedziec, jak to robisz.
Piaty:- Plyne z pradem
Sivvy:Zaczynam strzelac krotkimi seriami.
Gordy:Strzelam w kierunku (domniemanych) przeciwnikow.
DabrozMG:Wszedzie wokol was porozrzucane sa martwe, rozczlonkowane ciala.
To miejsce juz nieraz musialo stanowic pole bitwy.
Piaty:Zerakam na swoje naszywki. "Ciekawe jaki mam stopien?"
Jon_Krk:Padam na ziemi, przy jakims drzewie.
Sivvy:- Mam dosc bycia krolikiem !
DabrozMG:Trzy ukosne belki, a na nich okrag gwiazd polaczanych przekatnymi wieloboku na ktorym sa opisane.
Sivvy:_ Skonczcie to !
Gordy:- Smierc nie musi przyniesc konca eksperymentu - odkrzykuje.
- Moze po prostu przyniesc... koniec.
DabrozMG:"Akademicka Sluzba Militarna", kojarzycie symbol.
Sivvy:- Czytasz mi w myslach!
Gordy:- Plyn z pradem! - smieje sie.
DabrozMG:Granat rozerwal kilku waszych towarzyszy.
Jon_Krk:- Wszyscy myslimy o tym samym?!
Piaty:"Duzo paskow i gwiazdek - niezle"
Gordy:Wyskakuje zza glazu i ruszam w kierunku pozycji nieprzyjaciela.
Strzelam na slepo.
DabrozMG:Biegniecie coraz dalej wglab.
Gordy:Nawet specjanie sie nie kule.
Jon_Krk:Wstaje i ide przed siebie, strzelajac.
Gordy:- Jednym z najwazniejszych efektow wojny...
- ...jest to, ze pozbawia ludzi osobowosci! - krzycze.
DabrozMG:Tutaj strzaly juz nie padaja w wasza strone.
Piaty:- Strasznie latwo sie poddajecie
Gordy:- Ale jaki jest sens pozbawiac osobowosci kogos, kto juz ja stracil?
DabrozMG:Przebiegacie koncowy pas drzew, wpadacie do jakiejs wsi.
Gordy:Przystaje zdyszany.
Potem biegne dalej za pozostalymi.
Sivvy:- Osobowosci pozbawia nie tylko wojna.
DabrozMG:Mieszkancy w poplochu chowaja sie w domach, wiec prawdopodobnie trafiliscie tu pierwsi.
Jon_Krk:- Kto sie poddaje?
Sivvy:- Na osobowosc mozna sobie pozwolic w sprzyjajacych warunkach, no, chyba, ze ma sie jaja.
DabrozMG:Teraz wy czujecie sie panami.
Gordy:- Musimy to przerwac! - mowie glosno.
DabrozMG:Wladcami zycia i smierci.
Piaty:Siadam na lawce pod jednym z domow i wyjmuje paczke cukierkow
Gordy:Odczepiam granat od paska.
Trzymam go w dloni, spogladam na pozostalych.
- Jacys chetni?
Sivvy:Podchodz i potakuje powoli.
Jon_Krk:- Tak.
Gordy:Wyciagam i odrzucam zawleczke, ale nadal trzymam wcisnieta lyzke.
Piaty:Wpycham je w usta i obserwuje Gordy'ego
Gordy:- Zostajesz? - pytam "piatego".
DabrozMG:Swojej smierci?
Czy czlowiek jest panem swojej smierci?
Piaty:- Tak.
Gordy:- Shivnen? - spogladam na towarzysza.
Sivvy:- Moze byc.
ShivnenA:Tak.
Gordy:- Do zobaczenia - wolam do "piatego".
- Ale... Nadal nie wiem, jak sie nazywasz.
Sivvy:- Moze nie powinien w tak idiotyczny sposob, ale moze byc. Moze czlowiek poprostu ma wolny wybor?
Gordy:- To wszystko iluzja - mowie drwiaco. - A jesli to autentyczne szalenstwo, to wybieram smierc.
- Nadal nie wiem, jak sie nazywasz! - wolam do "piatego" siedzacego pod chata.
Lyzka wciaz jest wcisnieta.
DabrozMG:Czy bycie czlowiekiem polega na tym, ze ma sie chec do zycia, a lek przed smiercia?
Piaty:- A wiesz jak sie nazywaja nasi przeciwnicy?
DabrozMG:Slychac strzaly.
Gordy:- Nie.
Sivvy:- Bycie czlowiekiem polega tez na tym, ze potrafi sie przezwyciezyc swoj lek. Na poszukiwaniu i wyborach.
Piaty:- Ja tez - wstaje, chowam cukierki
Sivvy:- Gordy, puscisz to wreszcie?
Piaty:Podnosze karabin z ziemi
Gordy:Puszczam lyzke.
Podrzucam granat lekko do gory.
Jon_Krk:- Szybciej.
Gordy:Zaciskam oczy.
DabrozMG:Wybuch.
Wybuch.
Wybuch powinien nastapic!
A nie nastapil.
Gordy:Otwieram oczy.
DabrozMG:To juz nie to samo miejsce.
Nie ma tu ludzi, sa cienie.
Nie rzucaja swojej percepcji na rzeczywistosc, jedynie jej cien.
Blyskaja miedzy drzewami swoim waskim pasmem promieniowania.
Sivvy:- Jeszcze nie koniec?
Gordy:- Najwyrazniej ktos nas nie lubi.
ShivnenA:- To byloby zbyt proste
Gordy:Rozgladam sie. Sprawdzam, czy "piaty" jest gdzies w poblizu.
Jon_Krk:- Kto pozwolil im na taka zabawe?
- Kto nadal im prawo?
ShivnenA:- Oni sami?
Gordy:Znowu ogarnia mnie chlodny, wyrafinowany spokoj.
Sivvy:- Boje sie, ze moglem byc ochotnikiem.
DabrozMG:Promieniowanie wylewa sie na was.
To nie ludzie, to jakies czasteczki.
Gordy:- Albo jencem wojennym...
DabrozMG:Bierzecie bron, strzelacie na oslep wokol siebie, swiatla gasna.
Ale jest ich coraz wiecej i wiecej.
Gordy:Odkladam bron.
DabrozMG:Swiatla zmieniaja strukture.
Gordy:- To bez sensu - mowie na glos.
DabrozMG:To juz nie zrodla punktowe, to jedna wielka siec, ktora was otacza.
Sivvy:- Tak, bez sensu.
DabrozMG:Jestescie zamknieci wewnatrz swiatel.
ShivnenA:- To moze strzelic sobie w leb? - pytam z ironia
DabrozMG:Swiatla.
Ludzi!
Sivvy:Odkladam bron, klade sie i zamykam oczy.
Gordy:- Sprobuj. Ciekaw jestem, co sie stanie - mowie bez ironii do Shivnena.
ShivnenA:- Pewnie sie zatnie...
Gordy:Parskam szczerym smiechem.
DabrozMG:Orientujecie sie, ze nie macie broni.
Wokol was nic nie ma.
Nic.
Piaty:- A dlaczego chcecie sie zabic?
Gordy:- A jaka jest alternatywa?
DabrozMG:Zamykacie oczy.
Piaty:- Zycie
DabrozMG:Czujecie przez chwile spokoj, potem przeradza sie on w blogosc.
Gordy:- Zycie musi miec cel, musi miec tlo.
Sivvy:- Zabic? Nie. Chyba wciaz testujemy ta nierzeczywistosc ktora nas otacza.
Gordy:- A nas wyrwano z kontekstu i zamazano dyrektywy.
DabrozMG:* * *
Slonce swieci wysoko w gorze.
Piaty:- Moze celem naszego zycia jest wieczna zmiana
Gordy:Mruze oczy patrzac prosto w slonce.
ShivnenA:- Kto nam nadal cel? Nie my sami.
DabrozMG:Morze spokojnie uderza o brzegi klifu.
Sivvy:- Wywolywanie zmian. Kreowanie rzeczywistosci.
Gordy:- Kim jestesmy?
DabrozMG:Krajobraz jest wspanialy, powietrze jest cudowne.
Gordy:- Nie rozumiecie? Nic sie nie zmienilo. Nadal jestesmy w punkcie wyjscia.
Piaty:- Moze i nie my. Ale cokolwiek ma nadajsc, bede sie staral przyjac to z usmiechem
DabrozMG:Czujecie rzeskosc, energie.
Znajdujecie sie w malej grupie osob.
Piaty:- Czyz nie jest tu pieknie?
DabrozMG:Na chwile uciszacie sie.
Sivvy:- No wlasnie o to chodzi, ze nie rozumiem. A jak nie rozumiem, to nie potrafie wyznaczyc sobie celu.
Jon_Krk:- Nie jest.
Sivvy:- Wyznaczanie sobie wlasnych celow na pewno jest rzecza ludzka, i tu wraca wolnosc.
DabrozMG:Doktor chce wyglosic cos.
Gordy:Doktor?
DabrozMG:Wszyscy go znacie, to przewodniczacy waszego projektu.
Doktor Grieg Icarus.
Gordy:Ach tak. Oczywiscie.
Jon_Krk:- Mow.
Gordy:Szturcham przyjacielsko Jona, usmiecham sie do niego.
DabrozMG:- Jestem wam wdzieczny za to, ze udalo nam sie wspolnymi silami doprowadzic projekt do konca.
- Szkoda, ze nei wszyscy doczekali tego konca... - smutno wtracila jego zona
Jon_Krk:Usmiecham sie.
- Czy jestem czlowiekiem?
DabrozMG:- Biedna Lith. - powiedziala jakas kobieta
Jon_Krk:- Jestem juz czlowiekiem?
DabrozMG:Wszyscy patrza na Jona ze zdziwieniem.
Sivvy:- Ale co doprowadzilismy do konca?
- Mielismy na cos wplyw?
Piaty:Wyjmuje z kieszeni paczke pokruszonych czipsow; z niesmakiem wrzucam je do kosza
Gordy:Nie jestwm w stanie powstrzymac szerokiego usmiechu.
DabrozMG:Rowniez Sivyy stal sie obiektem zdumienia.
Jon_Krk:- Czy juz, do kurwy nedzy, jestem tym pierdolonym czlowiekiem?!
Piaty:- Tylko czlowike potrafi tak przeklac
Gordy:Klade dlon na ramieniu Jona, spogladam przepraszajaco na pozostalych.
- Jon jest... pod wplywem stresu. Sami wiecie, ze projekt nie nalezal do latwych zadan.
Sivvy:- Jaki projekt? Czy ktos moze mi to wyjasnic?
- Taka mala prezentacja. Poslucham.
Gordy:- Daj dokonczyc doktorowi, co chce powiedziec - mrucze z nagana.
Jon_Krk:Spogladam na Gordy'ego zrezygnowany.
Gordy:- Doktorze... Prosze dalej.
Sivvy:- I prosimy o konkrety.... szefie.
DabrozMG:- Jak wiadomo, sztuczna inteligencja rozwija sie w niezlym tempie... - mowi doktor najpierw wolno, a potem powoli zaczynajac mowic w normalnym tempie
- Te przekazniki wniosa wiele w rozwoj ludzkosci. W rozwoj bycia czlowieczenstwa.
Sivvy:- Mowi o nas?
Gordy:- Cii...
DabrozMG:Czujecie, ze coraz ciezej wam sie mysli.
Czujecie zawirowania spojnosci tego miejsca.
Gordy:Rozgladam sie niepewnie.
DabrozMG:~muzyka stop
Wszyscy nadal znajduja sie na swoich miejscach.
Wokol jednak rysuje sie jedynie szarosc.
Gordy:Klne cicho pod nosem.
DabrozMG:Potem i ona gasnie w czern.
Jon_Krk:- Och, wiedzialem.
Gordy:- Zmylili mnie... - zaciskam dlonie w piesci.
DabrozMG:Rozpedzone neurony zabolaly, powodujac uklucia impulsow w calym ciele.
Jon_Krk:- Zdarza sie.
DabrozMG:Brak jakichkolwiek bodzcow stanowi najsilniejszy bodziec.
Gordy:- Przekazniki? Jakie przekazniki?
DabrozMG:- Czy mozecie okreslic, czym jest czlowieczenstwo?
Sivvy:- Neuroprzeka?niki? Adrenalina? Strach.
DabrozMG:Glos jest nieprzyjaznie znajomy.
Gordy:- Ty nam to powiedz! - odkrzykuje.
- Skurwiel!
DabrozMG:- A kim jest czlowiek
?
ShivnenA:- Napewno nie toba.
Sivvy:- Czlowieczenstwo to my.
Gordy:- I jesli sadzisz, ze nam je odebrales, to bardzo sie mylisz.
Jon_Krk:- Doktorze...
Gordy:- Potrzeba troche wiecej niz zabawy z neuronami, niz implantacji bodzcow iluzyjnych przez rdzen kregowy...
DabrozMG:Doktor Icarus jest pograzony w rozmowie z reszta waszej grupy, zdaje sie was nie dostrzegac.
Zreszta wy tez tak na prawde go nie dostrzegacie.
Jon_Krk:- ...a, zreszta. Mam to w dupie. W niczym wam nie pomoge.
DabrozMG:Widzicie tylko cien elektromagnetyczny po nim.
Gordy:- Musimy to jakos przerwac... Musi byc jakis sposob... - szepcze.
DabrozMG:Cala rzeczywistosc, jaka moze byc zdefiniowana za pomoca nauki, filozofii, religii stala sie cieniem.
Sivvy:- Moze to zdolnosc bezsensownego niszczenia i buntu? Tylko czlowiek to potrafi.
Gordy:- Sivvy, daj spokoj.
Sivvy:Zaczynam sie smiac. Glosno.
Gordy:- To przestalo byc zabawne.
DabrozMG:Rzeczywistosc ponadmaterialna wydaje sie duzo bardziej prawdziwa.
Fale o czestotliwosciach nierzeczywistych w warunkach ziemi staly sie podstawowym bodzcem, jaki nauczyilscie sie odbierac swoimi uposledczomi receptorami.
Swiatlo rozszczepia sie.
Rzeczywistosc rozszczepia sie.
Piaty:- Ciekawe czy mozna opisac to slowami
DabrozMG:Co jest pryzmatem?
Dusza?
Gordy:My?
ShivnenA:Oni?
DabrozMG:- Czlowieczenstwo.
- Cecha, ktorej za wszelka cene nie chcecie zostac pozbawieni.
- Czym jest?
Fale otoczenia maja coraz bardziej dynamiczne amplitudy.
Swiat wzbudza impulsy zblizone do impulsow w warunkach fizycznych.
Fraktalnosc spowrotem zostaje zastepywana przez losowosc nieuporzadkowana.
Swiat jest w ruchu, jego entropia ciagle sie zmienia.
- Czymkolwiek czlowieczenstwo jest, stanowi najwieksza zagadke wszechswiata.
Swiat na powrot stal sie swiatem rzeczywistym, wypelnil sie zapachami, obrazami, dzwiekami.
Czujecie, widzicie, patrzycie.
Jestescie.
To juz nie iluzja, nie inna rzeczywistosc.
To wy i wasza ludzka egzystencja.
Doktor wlasnie ubarwil swoj monolog jakas intrygujaca anegdota.
Wszyscy korzystaja z mozliwosci korzystania ze swojego czlowieczenstwa.
Do grupy zbliza sie pojedyncza postac.
To Lothar.
Idzie powoli w strone zgromadzonych.
Nikt nie zwraca na niego uwagi, chociaz kazdy zdaje sobie sprawe z jego obecnosci.
Idzie tak jeszcze przez chwile.
Potem staje za wasza piatka i strzela kazdemu w tyl glowy z pistoletu, tak nieskonczenie rzeczywiscie i ostatecznie.
- Bo czy mozna zmienic nature czlowieka?
* * *
KONIEC

Wró?